środa, 15 sierpnia 2012

Im więcej bogactwa, tym mniej empatii

Zamożność może mieć negatywny wpływ na zdolność do odczuwania współczucia. Z badań opublikowanych na łamach „Emotion” przez specjalistów University of California wynika, że im ktoś jest bogatszy, tym mniejszą wykazuje empatię.

Autorem publikacji jest psycholog Jennifer Stellar, która badała 300 studentów o różnym stopniu zamożności w zależności od dochodów ich rodziców. 148 spośród nich zostało poddanych testom, w którym mieli odpowiedzieć na pytania jak często są zadowoleni, odczuwają uczucia miłości i empatii. Badani musieli też określić jak często spotykają ludzi, którzy wymagają pomocy. Odpowiedzi porównywano z wynikami testów psychologicznych.

Według Stellar, te badania ujawniły, że studenci o mniejszej zamożności wykazują większą empatię.

W kolejnym eksperymencie uczestniczyły 64 osoby, którym pokazywano dwa filmy: jeden był neutralny emocjonalnie, a na drugim przedstawiono rodzinę dziecka zmagającego się z rakiem. Tych uczestników eksperymentu również poddano badaniom psychologicznym. I po raz kolejny się okazało, że zamożność była odwrotnie proporcjonalna do stopnia odczuwania empatii.

Potwierdziły to badania monitorujące pracę serca studentów. Wykazały one, że bicie mięśnia sercowego było wolniejsze u osób wykazujących większa empatię. Choć jest to niezgodne z naszą intuicją, to taka reakcja jest prawidłowa. Serce zaczyna szybciej pracować wtedy, gdy odczuwamy lęk i grozi nam niebezpieczeństwo. Z kolei współczucie spowalnia serce, gdyż to sprzyja lepszej koncentracji uwagi i wczuwaniu się w sytuację drugiej osoby.

W ostatnim eksperymencie uczestniczyło 106 osób. Tym razem każda z nich musiała wczuć się w rolę szefa laboratorium, z którym przeprowadzany jest wywiad. Dla wszystkich studentów wydarzenie to było silnie stresujące, tym bardziej, że dla tego z nich, który - w ocenie badaczy - wypadnie najlepiej, przewidziana była nagroda.

Osoby o najniższych dochodach wypadły jednak lepiej po zamianie ról: potrafiły poprawnie zidentyfikować emocje osoby, z którą przeprowadzały wywiad. Bogaci tego nie potrafili.

Ale czy to oznacza, że osoby zamożne nie są w stanie odczuwać empatii?

Jennifer Stellar twierdzi, że niekoniecznie. Jej zdaniem, uzyskanie złych wyników testach nie musi świadczy o tym, że zamożni w ogóle nie są zdolni do odczuwania współczucia. Być może jedynie gorzej postrzegają emocje innych ludzi. Według niej to wyjaśniałoby dlaczego wielu studentów z rodzin zamożnych zajmuje się wolontariatem i uczestniczy w misjach Korpusu Pokoju.
źródło: PAP - Nauka w Polsce

wtorek, 22 maja 2012

Znaczenie i rola otwartości w komunikacji międzyludzkiej


Jednym z podstawowych zagadnień współczesnej psychologii jest problematyka otwartości interpersonalnej, rozumianej jako mechanizm regulacji zachowań interpersonalnych. Współcześni autorzy stwierdzają, że jednym z podstawowych warunków, który określa przebieg procesu komunikacji interpersonalnej jest wzajemna otwartość partnerów interakcji. Spotykamy różne sposoby definiowania tego pojęcia.

 Otwartość interpersonalna najczęściej definiowana jest jako ujawnienie siebie, jako wyrażanie osobistych treści w formie przekazu werbalnego (wypowiedzi) lub poprzez przekaz niewerbalny (ucisk dłoni, odepchnięcie, odwrócenie głowy, przytulenie itp.) Według Johnsona (Dionsona) być otwartym tzn. dzielić się z inną osoba tym co czujemy wobec tego co ona zrobiła lub powiedziała albo co czujesz wobec zachodzących wydarzeń.

 Otwartość ma wzbogacić, poszerzyć wiedzę partnerów o sobie, w celu rozszerzenia wzajemnych kontaktów. Autorzy Ci stwierdzają, że to czy ludzie z obcy sobie staną się bliskimi przyjaciółmi zależy w dużym stopniu od tego w jakim zakresie pozwalają sobie na wzajemne poznanie, oraz w jakim zakresie zdolni są do odsłonięcia ważnych i sztywnych treści swego „ja”, swej osoby. To w jakim zakresie ujawniamy się w kontaktach interpersonalnych daje nam informacje czy właściwie będzie utrzymywanie dalszych kontaktów z osobą. Wyróżnić można następujące aspekty otwartości w kontaktach międzyludzkich: - głębokość otwartości – decyduje ona o poziomie intensywności przekazywanych treści partnerowi, - selektywność otwartości – jej wskaźnikiem, przejawem jest dobór osób którym jednostka ujawnia się, - szczerość otwartości – decyduje o tym z jakich dziedzin życia (doświadczenia) partnerzy odsłaniają swoje przeżycia „ja”, Należy zwrócić uwagę, że stosunkowo często z szerokim zakresem ujawnianie się partnerów nie występuje głębokie otwieranie się. Podejmowanie dużej liczby tematów dotyczących siebie doprowadza to do powierzchowności, braku rzetelnego ich przedstawiania. Jest prośba odwrócenia uwagi od spraw istotnych dla osoby ujawniających się stanowi jedynie pozory otwartości.

Dlatego diagnoza (rozpoznanie) poziomu otwartości danej osoby, powinna obejmować wszystkie wymienione jej aspekty (wymiary) głębokość, selektywność, zakres. W kontaktach międzyludzkich obowiązuje tzw. zasada wzajemnej otwartości. Można ją sprecyzować następująco: „wiem, że wobec siebie mogę być sobą, Ty postaraj się być takim samym”. Ujawniając swoje najistotniejsze doświadczenia oczekujemy, że zobowiązuje to rozmówcę do autentycznego pozbawionego maski zachowania. Wzrost stopnia intymności wypowiedzi osoby, która inicjuje komunikację, powoduje wzrost intymności zwierzeń rozmówcy. Odkrywanie składników obrazu własnej osoby bywa przeważnie trudne, ponieważ oprócz tzw. stron mocnych naszego „ja” obejmuje również słabe strony osoby ujawniającej się. Ważne jest ażeby partnerzy wzajemnie zaakceptowali zarówno swoje osiągnięcia, kompetencje, trudności czy niepowodzenia życiowe. Stwierdzono na podstawie licznych eksperymentów obserwacji, że zasada ta nie obowiązuje w następujących sytuacjach: - gdy istnieją duże różnice w statucie społecznym partnerów np. szef – pani sprzątająca, - gdy istnieje określona relacja zależności ról, które spełniają partnerzy rozmowy np. lekarz – pacjent, - gdy osoby chłodne emocjonalnie spotykają jednostki ujawniające informacje intymne wobec nich, Zakres i głębokość otwartości w relacji (ja – ty) zależy zdaniem psychologów od tzw. „granicy psychologicznej” między partnerami. Oznacza to, że jeżeli partnerzy są przekonani, że ujawnione wzajemnie informacje nie zostaną przekazane innym osobom ( granica jest nie przepuszczalna) to wówczas są gotowi do pogłębionej otwartości ujawnia najbardziej intymne przeżycia i doświadczenia.


Natomiast jeśli granica jest nieszczelna (przepuszczalna) to powstrzymuje od pogłębionej i szerokiej otwartości partnerów. Różnice indywidualne między ludźmi w zakresie poziomu ujawniania się: Z dotychczasowych badań wynika, że poziom otwartości interpersonalnej związany jest ze stałymi właściwościami człowieka takimi, jak: - płeć - cechy osobowości - samoocena - tendencje neurotyczne - poziom lęku W wielu badaniach stwierdzono, że istnieje zależność między płcią a zakresem ujawniania własnego „ja”. Okazuje się, że kobiety wykazują większą gotowość do ujawnienia swoich przeżyć i doświadczeń. Dotyczy to zarówno sukcesów, osiągnięć jak też niepowodzeń i konfliktów. Natomiast mężczyźni ukazują mniejszą gotowość do ujawniania „ja” i to otwieranie się dotyczy sprawności fizycznej, sukcesów zawodowych oraz powodzenie w sferze seksualnej. Dokonano też analizy zakresu i treści otwierania się kobiet i mężczyzn we wczesnym okresie dorosłości. Wobec osób najbliższego otoczenia (matka, sympatia, kolega). Okazuje się, że kobiety przekazują swoje intymne treści przede wszystkim matce w mniejszym stopniu siostrze i sympatii. Natomiast na niższym poziomie ujawniają się wobec brata, ojca czy kolegi. Kobiety w większym zakresie niż mężczyźni podają nieprawdziwe informacje swojej sympatii (tłumacząc, że chcą tak uniknąć konfliktów). Mężczyźni nieprawdziwe informacje przekazują rodzicom, kolegom, sympatii. Zwłaszcza chcą ukryć informacje dotyczące stanu zdrowia, niepowodzeń w sprawach z partnerem. Ujawnianie własnego „ja” a zdrowie psychiczne Podejmowane są próby ustalenia związku między poziomem ujawniania siebie w kontaktach interpersonalnych a zdrowiem psychicznym jednostki. W literaturze spotykamy zróżnicowane odpowiedzi na to pytanie: czy niezdolność do bycia otwartym wiąże się z zaburzeniami emocjonalnego i społecznego funkcjonowania człowieka, czy i w jakim stopniu powodują patologiczne następstwa. Psychologowie humanistyczni: Rogers, Maslow, May – twierdzą, że otwartość w relacjach interpersonalnych jest objawem zdrowia psychicznego jednostki, dobrego jej przystosowania do środowiska w którym funkcjonuje. Natomiast nie zdolność do odwzajemnienia otwartości, wymienieni autorzy traktują jako istotną przyczynę powstawania zaburzeń psychicznych. Ukrywanie swojego „ja” publicznego powoduje to stan permanentnego stanu fizjologicznego i psychicznego, ponieważ w każdej chwili ukrywane elementy własnej osoby musza zostać zdemaskowane przez innych. Jednostka przezywa lęk, że jej prawdziwe ja może wymknąć się spod jej wzmożonej kontroli, a fałszywa maska nieskutecznie ukrywa to kim jest rzeczywiście. Należy zwrócić uwagę na negatywne konsekwencje otwartości interpersonalnej.

 W literaturze przedmiotu spotykamy poglądy, których autorzy zdecydowanie podkreślają wartość otwartości interpersonalnej, są również sprawozdania z badań, których wykazano negatywne koronacje między poziomem ujawniania się a przystosowaniem emocjonalno – społecznym jednostki do środowiska. Wykazano również, że nadmierna otwartość może spowodować odrzucenie tej osoby ze strony partnera, utratę niezależności osobistej, ingerencję we własne życie jednostki. Na tym tle podjęto próbę określenia tzw. otwartości właściwej wskazano, że istnieje krzywa – liniowa zależności między otwartością a zdrowiem psychicznym jednostki. Zarówno zbyt mała jak i nadmierna wytrwałość może wskazywać na zaburzenia emocjonalne jednostki. Nadmierne ujawnianie się wobec nas jest symptomem jego dążenia do zbyt bliskich kontaktów z nami, bądź też stanowi tendencję do kontrolowania naszego zachowania. Osoba taka stosunkowo często ma trudności w nawiązywaniu kontaktów i jest mało selektywna w doborze partnerów i ujawniania swoich doświadczeń. Takie zachowania budzą podejrzliwość, niechęć, ludzie unikają takich osób, uważają za nieprzystosowane a ich zachowanie – dewiacyjne. Z dotychczasowych badań wynika, że poziom otwartości w kontaktach interpersonalnych powinien być dostosowany do norm, zasad i standardów społeczeństwa, obowiązujących w danym środowisku, w którym jednostka nawiązuje kontakt z partnerem.

Należy jednak uwzględnić poziom znajomości, jego sytuację społeczną, rodzinną, tak na przykład wysoka otwartość o intymnym charakterze wobec osób obcych jest uznawana przez opinię społeczna za symptom nieprzystosowania emocjonalnego. Za właściwą uważana jest otwartość wobec osób znaczących tzn. nauczycieli, rodziców, osoby pełniącej ważne funkcje społeczne. Pełnione role zawodowe, funkcje i obowiązki społeczne przez partnerów interakcji określają okres, głębokość treści ujawniany ze swojego „ja”. Ludzie lubią raczej te osoby, które ujawniają bardziej pozytywne niż negatywne informacje o sobie, jest to ważne w początkowy okresie znajomości. Przekazywanie partnerowi swoich słabych stron może spowodować tendencje do urwani kontaktu. Natomiast jeżeli znajomość z danym partnerem przekształca się w bliski przyjacielski kontakt to ujawnianie mu cech negatywnych uznawane jest jako przejaw szacunku do jego osoby.

zródło:http://www.sciaga.pl/tekst/36044-37-znaczenie_i_rola_otwartosci_w_komunikacji_miedzyludzkiej

niedziela, 29 kwietnia 2012

DDA nie radzenie sobie ze swoimi emocjami sklonnosc do depresji

(Z pamiętnika 25 latki)
Jestem dzieckiem alkoholika i znerwicowanej matki. Nie radze sobie ze swoimi emocjami czesto placze jestem smutna wyzywam sie na mezu i synku ;( czym bardzo od siebie ich odsuwam dopiero jak maz znalazl sobie inna kobiete troche mnie natknal do tego zebym zaczela zajmowac sie nim maluszkiem i domem ale kolejny raz mnie skrzywdzil kocham go bardzo i miska tez i straszliwie chce sobie poradzic sama ze soba robie sobie i najblizszym tyle krzywd co nie maira zwlaszcza prze to ze zadreczam sie myslami obrzucam ich blotem krzycze itp itd jestesmy sami w Anglii ale wczesniej gdy nie bylo Miska bylam taka sama i bylismy w Polsce mam chora tarczyce ale umysl tak samo mam tez ogromny problem z moja nadwaga i strasznie zla sama ocene zaczelam szukac pomocy w Bogu , modlitwie i pomaga ale co sie troche uspokoje przychodzi nowy fakt ktorym sie zamartwiam i zadeczam a przyokazji moich chlopakow:(Ciaze przezylam straznie byla bardzo zagrozon\moj maz bardzo mi pomagal duzo ze mna rozmawial zreszta caly czas duzo ze mna rozm awia i jest przerazliwie szczery ze mna co czasem mnie zabija ale z drugiej strony jestem mu wdzieczna moj facet uwaza ze mam na jego punkcie obsesje ale dla mnie to wyglada inaczej on ze swoimi problemami ucieka w alkohol i szuka sobie rozmowcow ktorzy go wysluchaja czuje sie beznadziejna i bezuzyteczna a z drugiej strony jestem wdzieczna losowi ze mam takich 2 cudnych facetow ktorymio nie potrafie sie cieszyc:(I co ja mam zrobic jak sobie z tym radzic nie chce brac lekow bo ma dopiero 25 lat ale wiem ze potrzebuje pomocy bo nie chce zniszczyc swojej rodziny tak jak moji rodzice swojej ...

wtorek, 20 marca 2012

Umiejętności interpersonalne

Jednym z najbardziej charakterystycznych przejawów życia jest zdolność do radości, zabawy, wzruszenia, troski, serdeczności i poczucia spełnienia w związkach z innymi ludźmi. Zawieranie przyjaźni, pogłębianie istniejących związków, nawet przeżywanie miłości zależne jest od umiejętności bycia z ludźmi.
To, co czyni z nas ludzi, to sposób w jaki zachowujemy się wobec innych ludzi Jeżeli Twój stosunek do innych ma w sobie zainteresowanie, przyjaźń, miłość, troskę, życzliwość, uczynność i odpowiedzialność jesteś bardziej człowiekiem, natomiast, jeżeli Twoje związki z ludźmi odzwierciedlają przeciwieństwa tych cech, jesteś mniej człowiekiem.
Dysponowanie umiejętnościami interpersonalnymi nie jest z góry dane i nie jest jakimś cudem - trzeba się tego nauczyć.
Do zainicjowania, rozwinięcia i podtrzymania satysfakcjonujących i pełnych związków z innymi ludźmi potrzebne są pewne podstawowe umiejętności.
Umiejętności te dzielą się na cztery zakresy:
1. wzajemne poznanie i zaufanie
- umiejętności te obejmują otwartość, samoświadomość i samoakceptację oraz zaufanie. Wysoki poziom zaufania między Tobą a drugą 0sobą jest konieczny do wzajemnego poznania. Wzajemne poznanie zakłada też ,wyjawienie tego, co czujesz i jak reagujesz na to, co właśnie się dzieje. Taka otwartość jest zależna od Twojej samoświadomości i samoakceptacji - jeśli nie jesteś świadom swoich uczuć i reakcji, nie możesz zakomunikować ich innej osobie, a jeśli tych uczuć i reakcji nie zaakceptujesz, będziesz starał się je ukryć.
2. dokładne i jednoznaczne wzajemne zrozumienie
- rozwój umiejętności z tego zakresu zasadza się na ścisłym i jednoznacznym przekazywaniu myśli i uczuć. Ważne jest zwłaszcza przekazywanie ciepła i sympatii. Związek z drugim człowiekiem nie może istnieć, jeśli obie strony nie mają poczucia, że nawzajem się lubią.

piątek, 6 stycznia 2012

Być rodzicem to znaczy przewodnikiem dla swego dziecka w dorosłe życie

Dziecko przychodząc na świat nie jest w stanie samo przeżyć. Potrzebuje przewodnika, który zapewni mu opiekę i nauczy jak samodzielnie radzić sobie z wyzwaniami. Takimi naturalnymi przewodnikami są rodzice. Czy wiesz jak zostać przewodnikiem, który pomoże dziecku znaleźć własną drogę do szczęśliwego życia ?


Dziecko przychodząc na świat nie jest w stanie samo przeżyć.
Potrzebuje przewodnika, który zapewni mu opiekę i nauczy jak samodzielnie radzić sobie z wyzwaniami.
Takimi naturalnymi przewodnikami są rodzice. Sami zostali przygotowani do życia przez swoich rodziców i najczęściej kopiują (świadomie lub nieświadomie) schematy i przekonania wpojone przez opiekunów.

Przez wiele wieków ten system sprawdzał się całkiem dobrze. Warunki życia w ciągu jednego pokolenia nie zmieniały się drastycznie - to co sprawdzało się w świecie rodziców w większości, z niewielkimi modyfikacjami zdawało egzamin w świecie ich dzieci.

Ten model przestaje dobrze zdawać egzamin we współczesnym świecie. Zmiany społeczne, obyczajowe, techniczne zachodzą tak szybko, że świat dzieci i rodziców to całkiem inne światy.

Świat naszych dziadków miał ustalone wzorce: status społeczny i możliwości uzależnione głównie od pochodzenia i wykształcenia – tylko nieliczne jednostki potrafiły wybić się ze środowiska z którego pochodziły. Najczęściej dzieci szły w ślady swoich rodziców – kilka pokoleń pracowało całe życie w tej samej fabryce, w tym samym zawodzie. 

Także wzorce wychowania dzieci były kopiowane bez większych zmian – bo rodzice nawet nie zdawali sobie sprawy że mogą coś zmienić.

Świat naszych rodziców zmienił częściowo te uwarunkowania. W socjalizmie teoretycznie każdy miał równe szanse, choć w praktyce wcale nie wyglądało to tak różowo. 
Wiadomo było, że wykształceni i bogaci rodzice są w stanie zapewnić lepszy start swoim dzieciom - doceniali znaczenie wiedzy i poza systemem szkolnym zapewniali dzieciom korepetycje, dodatkowe zajęcia rozwijające fizycznie i intelektualnie, podróże, książki niedostępne dla przeciętnych zjadaczy chleba.

Duży wpływ na wychowanie dzieci zyskali nauczyciele.
Ci z pasją podchodzący do swego zawodu potrafili rozbudzić aspiracje i chęć do zgłębiania wiedzy w młodych umysłach, choć nadal w olbrzymim stopniu od postawy rodziców zależało czy z tego ziarna wyrośnie coś pięknego, czy zostanie zdeptane pogardą i destrukcyjną krytyką. 

Doceniano coraz bardziej rolę wiedzy - była przepustką do lepszej pracy, lepszych warunków materialnych, ale nadal nie doceniano roli jaką odgrywają w naszym życiu wpojone w dzieciństwie przekonania.
A one były często kopią tego co przekazywały poprzednie pokolenia: „nie jesteś dość dobry”, „nie zasługujesz na uwagę i szacunek”, „inni są od Ciebie mądrzejsi i lepsi”, „nie wolno być egoistą, najpierw potrzeby innych, twoje na końcu”, „okazywanie uczuć to oznaka słabości”, „nadajesz się tylko do słuchania poleceń”, „nie wychylaj się, bądź taki jak inni”, „życie jest ciężkie” itp. 
W ich efekcie lepsze warunki materialne wcale nie oznaczały lepszego, szczęśliwszego życia. 
Rodzice którzy sami nie byli szczęśliwi nie wiedzieli jak nauczyć szczęścia swoje dzieci - ich też nikt tego nie uczył.

W coraz większym stopniu odpowiedzialnością za wychowanie dzieci obarczali szkołę – a to nie szkoła, tylko dom jest miejscem gdzie kształtują się dziecięce charaktery, postawy życiowe. 
Od tego czy dzieci czują się kochane w domu, czy rodzice są dla nich mądrym przewodnikiem i wsparciem zależy jak potrafią wykorzystać coraz większe możliwości jakie stają przed nimi otworem.

By dobrze wypełnić to zadanie najwyższy czas zdać sobie sprawę z tego, że do tego by być dobrym rodzicem też trzeba się przygotować. Że nie wystarczy doświadczenie jakie sami wynieśliśmy z domu rodzinnego, bo przed naszym pokoleniem i przed naszymi dziećmi stają zupełnie inne wyzwania niż te, przed którymi stali nasi rodzice.

Zmiany są coraz szybsze - dzieci które teraz idą do szkoły żyją już w innym świecie niż te, które rozpoczynały naukę kilka lat temu. Ten świat kształtuje to, z czym stykają się na co dzień.

Dla nich świat to świat komputerów, telewizji, telefonów komórkowych które są wszechobecne.
Nie zmienia to faktu, że nadal potrzebują mądrych przewodników by dobrze sobie radzić w skomplikowanej rzeczywistości. Przewodników którzy pokażą to co jest naprawdę ważne, pomogą odróżnić rzeczywistość od fikcji, nauczą dokonywać mądrych wyborów, panowania nad emocjami, tego wszystkiego co jest potrzebne do budowania satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi.

Z ostatnich badań wynika, że ponad 60% polskich rodziców zostawia swoje pociechy sam na sam z telewizorem. Już od maleńkości rodzice włączają dzieciom bajki, żeby je czymś zająć i mieć więcej czasu dla siebie. Potem dziecko często bywa zostawiane samo przed telewizorem czy komputerem, a rodzice nawet nie interesują się tym co ogląda, nie rozmawiają z dziećmi o tym, nie wiedzą jak odbiera świat pokazywany na ekranie. 
Przeciętne dziecko w wieku szkolnym spędza od godziny do kilku godzin dziennie przed telewizorem. 
Rozmowy z rodzicami zajmują kilka minut tygodniowo, nie licząc spraw organizacyjno - porządkowych.
Jaki to ma wpływ na psychikę i kondycję fizyczną ?

Filmy i Internet mogą być wartościowym źródłem informacji, ale te informacje trzeba odpowiednio dobierać do wieku i zainteresowań dziecka, tłumaczyć i upewniać się, jak je zrozumiało. Nikt nie zwolni z tego obowiązku rodziców.

Pewnie że łatwiej mieć pretensje do stacji telewizyjnych, że w wielu programach jest przemoc, albo ogłupiające seriale, czy do szkoły że programy nauczania są nieodpowiednie, zamiast zapytać siebie – czego chcę nauczyć moje dziecko i co ja mogę zrobić, by wyrosło na mądrego, wrażliwego i samodzielnego człowieka.

W wielu zawodach wymaga się ciągłego dokształcania, by zapewnić odpowiedni poziom świadczonych usług.
Jakie wymagania stawia się rodzicom, od których tak wiele zależy ?

Tym którzy chcą mądrze wychować swoje dzieci polecam gorąco inicjatywy podejmowane przez Fundację ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom.
http://www.calapolskaczytadzieciom.pl/nowa/ 
Znaleźć tam można Złotą Listę wartościowych pozycji 
książkowych dostowanych do wieku dzieci, a także wiele cennych wskazówek jak dbać o wszechstronny rozwój dziecka.

Harem

Harem – to słowo wywołuje uśmiech na większości męskich twarzy i skojarzenia raczej jednoznaczne.
Ale ma ono nieco szersze znaczenie. W islamskiej kulturze było to miejsce przeznaczone wyłącznie dla pana domu i jego rodziny. Takie prywatne komnaty w pałacu.
Prawo koraniczne ograniczało liczbę żon do czterech. I one stały na szczycie haremowej hierarchii.
Urodzenie potomka, zwłaszcza płci męskiej, mogło skutkować swoistym awansem dla jego matki. Nawet, jeżeli „startowała”, jako zwykła niewolnica. Posiadanie syna było jednym z priorytetów muzułmańskiego władcy.
Tak na marginesie, wspomniane na początku męskie uśmiechy, błyskawicznie ugasiłaby informacja, że właściciel haremu miał obowiązek utrzymywać jego mieszkanki na przyzwoitym poziomie.
Harem miał też znaczenie prestiżowe. Mężczyzna-władca lub wysokiej rangi urzędnik musiał go posiadać. Harem sułtana mógł liczyć nawet kilka tysięcy kobiet. Był to barwny świat pełen muzyki, tańca, zabaw, ale także intryg i skrytobójczych zamachów. W walce o zdobycie lepszej pozycji wszystkie chwyty były dozwolone. Państwo w państwie.
Haremy w kulturze islamskiej były czymś oczywistym.
Należałoby się zastanowić, czy dla wszystkich kobiet, które znalazły się w haremie, stanowiło to tragedię. Czy los chłopki pańszczyźnianej był lepszy od losu haremowej faworyty? Nie byłabym taka pewna …
Strażnikami w haremach byli eunuchowie. Niektórzy z nich osiągnęli wielkie wpływy i wspięli się na wysokie urzędy.
W świecie chrześcijańskim też istniały „nieoficjalne” haremy. Pierwszy mąż królowej Marysieńki, wojewoda sandomierski, Jan Zamoyski, słynął życia, hm, niezbyt ascetycznego. Szczególnie lubił słynące z urody, czarnookie i czarnowłose Czerkieski, których całe stadko mu przypisywano.
Jeden z najsłynniejszych biografów Marysieńki, Tadeusz Boy-Żeleński, był autorem hipotezy, że w „prezencie” od rozpustnego męża biedna Marysieńka otrzymała chorobę weneryczną. I stąd jej wieczne kłopoty ze zdrowiem. A Jan Zamoyski nie był w swoich upodobaniach odosobniony.
Wielu europejskich władców i arystokratów, oprócz poślubionej w obliczu Boga małżonki, utrzymywało, niemal oficjalne, faworyty, często dzierżące w swych rękach olbrzymie wpływy.
Nie inaczej bywało w sułtańskich haremach.
Najsłynniejszą chyba kobietą, która zrobiła w takim miejscu karierę była Roksolana. Historycy spierają się, czy była Ukrainką, (ale w granicach ówczesnej Rzeczypospolitej) czy Rosjanką. Niektórzy twierdzą, że urodziła się, jako Anastazja Lisowska, na początku XVI wieku.
Z tureckiej niewoli trafiła do haremu sułtana Sulejmana Wspaniałego. Otrzymała imię Churrem, czyli Radosna, Kwitnąca. Po urodzeniu syna została uznana oficjalnie za żonę władcy. Inspirowane przez nią intrygi doprowadziły do śmierci wielu wpływowych osób. Aby zapewnić tron swojemu synowi, rozkazała zabić dzieci Sulejmana z innymi kobietami.
Niektórzy historycy uważają, że względnie dobre stosunki z Turcją za rządów Sulejmana, Rzeczypospolita zawdzięcza właśnie jej. Dlatego piszą o niej raczej ciepło, „zapominając” o okrucieństwie i bezwzględności Roksolany.
Bardzo ciekawą postacią, związaną ze światem haremów, jest Regina Salomea Rusiecka, żyjąca w pierwszej połowie XVIII wieku, uważana za pierwszą polską lekarkę.
Jako czternastoletnia dziewczyna poślubiła lekarza Jakuba Halpira. Jemu zawdzięczała swoją medyczną wiedzę. Była jednym z prekursorów higienicznego trybu życia i zdrowego odżywiania.
Z powodzeniem prowadziła własną praktykę lekarską. Zasłynęła, jako nadworny medyk haremu sułtana Imperium Osmańskiego.
Barwne, wręcz awanturnicze życie Salomei znamy z pozostawionych przez nią pamiętników.
Jak już pisałam, w czasach silnego rozwarstwienia społecznego i powszechnej niskiej pozycji kobiet, nie zawsze życie haremowe było tą gorsza opcją, nawet dla Europejek. Los wielu z nich nie był bynajmniej godny pozazdroszczenia. Nie możemy o tym zapominać, oceniając odmienną i często niezrozumiałą dla nas kulturę arabską.
A porównywanie na poziomie „moralnym”, obarczone jest, niestety, sporą dawką hipokryzji.
Współczesną Europejkę, posiadającą pełnię praw i szerokie możliwości samorealizacji, haremowa kariera raczej nie skusi.


http://mysli-o-ludziach.blog.onet.pl/Harem,2,ID435029266,n

czwartek, 29 grudnia 2011

Sekret. Moje dywagacje na temat filmu.

Oglądając uważnie film „The Secret”, i czytając związaną z nim książkę, doszłam do wniosku, że jedną z największych przyczyn, dla których wokół filmu podniosło się tyle głosów krytycznych – są… uproszczenia.
Film pełen jest uproszczeń, a chociaż książka ma ich trochę mniej, to w niektórych fragmentach, także razi schematyczne podejście reżyserów i niewiele mówiące ogólniki.

Uproszczenia można by uznać za jedną z zalet – ponieważ podany w prosty, magiczny sposób – mechanizm działania Prawa Przyciągania, jawi się jako dziecinnie prosta metoda, którą każdy może z sukcesem zastosować…
Ale… z drugiej strony – ludzi sceptycznych, wymagających i ostrożnych, zniechęca pobieżne potraktowanie niektórych tematów oraz uproszczone przykłady działania Prawa Przyciągania.
Dla tych którzy chcą krytykować, argument że w 1,5 godzinnym filmie, można zaprezentować tylko zarys działania Prawa Przyciągania, nie jest przekonywujący.

Pierwszym uproszczeniem, które rzuciło mi się w oczy jest opisane w poniższym fragmencie przyciąganie wydarzeń na podstawie wzbudzania w sobie określonych emocji :

„KIEDY CZUJESZ SIĘ DOBRZE, MUSISZ ODDAWAĆ SIĘ DOBRYM MYŚLOM. A ZATEM JESTEŚ NA WŁAŚCIWYM SZLAKU I EMITUJESZ POTĘŻNĄ CZĘSTOTLIWOŚĆ, KTÓRA PRZYCIĄGA DO CIEBIE WIĘCEJ DOBRYCH RZECZY, TE ZAŚ SPRAWIAJĄ ŻE BĘDZIESZ CZUŁ SIĘ DOBRZE. WYCHWYTUJ TE CHWILE I JE PODSYCAJ. BĄDŹ ŚWIADOMY, ŻE CZUJĄC SIĘ DOBRZE, PRZYCIĄGASZ DO SIEBIE WIĘCEJ PODOBNYCH RZECZY I EMOCJI”
Oczywiście, we fragmencie tym nie pisze, że w ten sposób całkowicie eliminuje się bolesne doświadczenia…ale…
Osobiście doświadczyłam szeregu dni i tygodni gdy czułam się świetnie, wszystko szło jak z płatka, wypełniało mnie zadowolenie i szczęście. A potem nagle, po tym paśmie radości – nastąpiła bardzo przykra sytuacja, która pokrzyżowała moje plany.
Sekret tego już nie wyjaśnia – a wydaje mi się że powinien – ponieważ znam osoby dla których pierwsze podejście w zastosowaniu Sekretu w życiu, skończyło się właśnie na takiej sytuacji.
Zawód, niezrozumienie i pytanie :„Jak, to, przecież robiłem wszystko tak jak opisano, to dziadostwo nie działa!”

Samo wzbudzanie w sobie pozytywnych emocji, jest owszem, gwarantem że przez większość czasu będziesz czuł się suuuuuuuuuuper, ale..nie unikniesz wydarzeń w życiu, które będą dla ciebie bolesne i trudne i okażą się czasem krokami milowymi, na których będziesz się uczył.

Za pozytywnymi uczuciami musi iść PRZEKSZTAŁCENIE zastanego światopoglądu.
W moim przypadku, za przykrym wydarzeniem, stało wyobrażenie które we mnie tkwiło od lat a na które nikły wpływ miało zadowolenie – utrzymujące się i wypełniające mnie całymi tygodniami.

Wierzyłam podświadomie :
„Takie przykre rzeczy każdemu się czasem zdarzają”
„Tak już w życiu bywa”
Cóż zatem z tego, że czułam się dobrze, uśmiechałam, w sercu miałam lekkość i radość?
Skoro na głębszej warstwie, mój ustalony światopogląd sabotował moje… wesołe życie.

Koniecznym dopełnieniem dla Sekretu wydaje sie zatem technika Afirmacji.

Tylko trwała zmiana światopoglądu, zmieni nasze życie od podstaw.

Oczywiście – Nie polemizuję z tym, że zmiana uczuć na pozytywne, ma także wielkie znaczenie, ale niektóre z nich zwyczajnie NIE DOTYKAJĄ sedna problemu.
Ktoś może sprawić że czuje się szczęśliwy, poprzez stosowanie zachwalanej w Sekrecie metody Zamienników (lista rzeczy które poprawiają nam nastrój) ale wciąż pozostaną stare poglądy :
„Raz na wozie raz pod wozem”, „Są dni lepsze i gorsze”, „Nie da się cały czas zwyciężać”,
„Przyjdzie kryska na matyska” czy „Ojej, za dużo radości, kiedyś to się musi skończyć”,
= te wszystkie poglądy żyć będą własnym życiem i to ich skutki będą wypływały na powierzchnię, zaburzając prędzej czy później nasze dobre samopoczucie.

Tak sądzę, że potrzebną wzmianką w książce – wydaje się także możliwość nauki UNIEZALEŻNIANIA naszego szczęścia i zadowolenia od wydarzeń które mają miejsce dokoła nas, od „Zamienników”, od krytyki innych, od ich nastrojów, od pogody, od stanu posiadania.

Nawet jeśli ten pogląd jest uważany za nieco zbyt idealistyczny i „wschodni”, jest ciekawą alternatywą dla tych którzy już wszystko mają, albo… nie mają sił aby realizować wszystkie marzenia.

Warto wiedzieć że szczęście to coś co wypływa z nas, i możemy je mieć, bez względu na to ile marzeń się zrealizowało. (Nawet jeśli, mimo wszystko, staramy się je realizować, ponieważ dzięki nim, napotykamy na nowe wyzwania na których możemy się uczyć)

„PRAWO PRZYCIĄGANIA TO PRAWO NATURY. JEST BEZOSOBOWE I NIE DOSTRZEGA TEGO CO DOBRE CZY ZŁE. OTRZYMUJE TWOJE MYŚLI I PRZESYŁA JE Z POWROTEM DO CIEBIE, JAKO TWOJE DOŚWIADCZENIE ŻYCIOWE. PRAWO PRZYCIĄGANIA PO PROSTU DAJE CI TO O CZYM MYŚLISZ”
Zawsze się zastanawiałam jak reagują na te fragmenty ludzie widzący cierpienie i ból dzieci, które zwykle wypełnia przecież radość życia a zamartwianie się jest im obce.
Wydaje mi się, że w Sekrecie celowo ominięto ten problem, ponieważ jego wytłumaczenie wymagałoby poruszenia drażliwych tematów:
jedno życie? reinkarnacja? karma? ciepienie w tym życiu, za błedy z poprzedniego?
Mnie – dotknięcia tego problemu – trochę w Sekrecie brakowało.

Wiem, że tematyka ta jest tak kontrowersyjna iż autorka Sekretu nie zdecydowała się jej poruszyć, tym samym jednak dała pole do popisu… dla wielu krytyków.
Chcąc dotrzeć do chrześcijan, i przedstawicieli innych religii, wierzących w to, że człowiek posiada tylko jedno życie, musiała zrezygnować z wyjaśniania jak Prawo Przyciągania działa w przypadku np. chorych maleńkich dzieci i tego jaki one mają na to wpływ.
Trochę szkoda
Odrobina niebezpiecznego gruntu pod nogami, jednych odstraszy, drugich przekona.

„OTO NADCHODZI PORA NA OKIEŁZNANIE UCZUĆ I POSŁUŻENIE SIĘ NIMI JAK TURBOSPRĘŻARKĄ, BY OSIĄGNĄĆ TO CZEGO CHCESZ W ŻYCIU”
Każdy z nas miał chwile gdy doznawał bardzo przykrych uczuć, czasem rozpaczy, załamania nerwowego, wrażenia że nasze życie się zawaliło.
Jeśli ktoś, będąc w takim stanie zaczyna na siłę wywoływać w sobie wesołość i radość… To co się wtedy dzieje, tak naprawdę?
Na wielu poziomach zaczyna zachodzić tłumienie i wypieranie.
Zamiast ZROZUMIEĆ co naprawdę się stało, na spokojnie przeanalizować i wyciągnąć wnioski, oraz uświadomić sobie co spowodowało te sytuację – my na silę przestawiamy nasze emocje i bezrefleksyjnie czekamy na to co się stanie dalej.
(Żle pojęte, może wzbudzać podejrzenia o niemal „narkotyczne”, nietrzeźwe odpadanie od rzeczywistości.)
Wg moich doświadczeń takie zachowanie prowadzi tylko do odsunięcia problemu, czasem, przy sprzyjających wiatrach, do jego złagodzenia, ale nie zmienia to faktu, że nie usuwamy źródła problemu.

Nie wszystkie nasze emocje docierają do głębokiego poziomu, poziomu naszych wyobrażeń o życiu które de facto stanowią strukturę ego, indywidualności i cegieł, z których jest zbudowana.



Sądzę że najkorzystniejszym rozwiązaniem, jest zacząć od poznania naszych głównych przekonań-”sabotażystów”, i popracować nad nimi(np afirmacjami), równocześnie wspomagając się pracą z emocjami.
Taka praca połączona przyniesie wg mnie najwięcej rezultatów.
W przeciwnym razie emocje będą odbijać się od utrwalonych przekonań a one same – boleśnie materializować w naszym życiu.
Proces przenikania, który w pewnym stopniu następuje, może być zbyt powolny, aby był do zauważenia w opisywanym przez twórców Sekretu terminie 4-6 tygodni.

„MOŻESZ CELOWO WYKORZYSTAĆ UCZUCIA DO PRZESŁANIA JESZCZE POTĘŻNIEJSZEJ CZĘSTOTLIWOŚCI, WZMACNIAJĄC NIMI SWOJE PRAGNIENIA”
Aspekty związane z zaspokajaniem materialnych potrzeb w naszym życiu, są sednem Sekretu.
Stało się to przyczyną krytyki ze strony przedstawicieli wielu religii, zarówno chrześcijańskich jaki i wschodnich.
Uważają oni, że zaspokajanie pragnienia, po pragnieniu, podobne do realizowania dziecięcej listy życzeń wysyłanej do św Mikołaja, nie jest sednem życia, ale jego jednym elementem.
Pozostałe elementy takie jak nauka, dojrzewanie( jako człowieka), praca nad sobą, praca z innymi, duchowość – nie zostały należycie omówione na łamach książki a tym bardziej w filmie.

Świat pokazany w Sekrecie to świat człowieka którego esencją życia jest lepszy samochód, ładniejsza żona, wielki dom za kilka milionów. Amerykański świat sukcesu.

W moim osobistym przekonaniu – nie jest to słabość tego filmu, ale spora zaleta.
Film ma odwagę wskazać na „JA” i powiedzieć :”Ja może mieć co zechce”, tym samym przesuwa Moc z zewnątrz, do wewnątrz nas…
Jednakże – dla dopełnienia książki, autorka mogła poświęcić kilka wersów np temu że gdy już zaspokoimy wszystkie pragnienia, często….wciąż nie czujemy się szczęśliwi.
Bo to nie brak zaspokojenia pragnień jest problemem ale zwykle sama ich przyczyna.

Ilu jest sławnych, bogatych ludzi, którzy skończyli w klinikach dla uzależnionych, wykazując swoim życiem, że nawet jeśli Dżin Wszechświata spełniał raz za razem wszystkie ich pragnienia, to okazało się że …nie była to tak naprawdę esencja szczęścia i spełnienia.
Kwestią jest wiedzieć CZEGO się pragnie i jaką cenę ma każde zrealizowane pragnienie.
+ Jakie wyzwanie razem z nim nadchodzi.

I może tej egzystencjalnej kwestii, niekończącej się gonitwie za lepszym, większym, piękniejszym, powinno zostać poświęcone trochę miejsca. Chociażby tytułem zakończenia.
Wielu krytykom odjęłoby to po prostu celne argumenty

A na koniec, dla odmiany - jeden z moich ulubionych fragmentów Secretu, z którym polemizować nie zamierzam

„PRAWO PRZYCIĄGANIA NIE REJESTRUJE SŁOWA ‘NIE” ANI JAKICHKOLWIEK OKREŚLEŃ NEGACJI.
OTO CO PRAWO PRZYCIĄGANIA ODCZYTUJE, KIEDY JE WYPOWIADASZ:
.
„NIE CHCĘ ROZLAĆ TEGO NA UBRANIE”
CHCE ROZLAĆ TO NA UBRANIE I CHCĘ ROZLAĆ JESZCZE WIĘCEJ
.
„NIE CHCĘ MIEĆ NIEŁADNEJ FRYZURY”
CHCE MIEĆ ZAWSZE NIEŁADNĄ FRYZURĘ
.
„NIE CHCĘ BY COKOLWIEK MNIE OPÓŹNIAŁO”
CHCE ZAWSZE SIE SPÓŹNIAĆ
.
„NIE CHCE BY TA OSOBA BYŁA DLA MNIE OPRYSKLIWA”
CHCE BY TA OSOBA I INNI LUDZIE BYLI DLA MNIE OPRYSKLIWI
.
„NIE CHCE ŻEBY BUTY MNIE CISNĘŁY”
CHCE ŻEBY KAŻDE BUTY MNIE CISNĘŁY
.
„NIE RADZE SOBIE Z TĄ PRACĄ”
CHCĘ JESZCZE WIĘCEJ PRACY, Z KTÓRA NIE BĘDĘ SOBIE RADZIŁ
.
„NIE CHCE ZŁAPAĆ GRYPY”
CHCE ZŁAPAĆ GRYPĘ I INNE CHOROBY
.
„NIE CHCE SIĘ KŁÓCIĆ”
CHCE SIE JESZCZE WIĘCEJ KŁÓCIĆ
.
„NIE MÓW TAK DO MNIE!”
CHCE ŻEBYŚ MÓWIŁ TAK DO MNIE I CHCE ŻEBY INNI LUDZIE TAK DO MNIE MÓWILI
Od siebie dodam :

„Nie chcę mieć męża alkoholika”
Chce by wszyscy moi partnerzy mieli problem alkoholowy

„Nie chcę być gruba”
Chcę zawsze być gruba, i chcę zawsze móc się zmagać z problemem mojej tuszy

„Nie chcę mieć za żony-jędzy”
Chcę mieć same wredne partnerki

„Nie chcę mieć niegrzecznego dziecka”
Chce by moje dziecko rozrabiało od rana do nocy

Przewrotne? Prawda Ale coś w tym jest

Pozdrawiam wszystkich miłosników Prawa Przyciągania

Zenforest
http://zenforest.wordpress.com/